31 grudnia 2013

Nowy Rok nadchodzi, a z nim...

Witajcie,

Zapewne wielu z Was powoli przygotowuje się do jutrzejszej (właściwie dzisiejszej;)) fety:) Jestem ciekawa, jak żegnacie mijający rok? I nie chodzi mi o sposób, w jaki spędzacie Sylwestra, a bardziej o to, czy oglądacie się za siebie, robicie bilans roku etc.. Przyznam szczerze, że nigdy, jakoś poważnie do tematu nie podchodziłam. Jednak teraz mnie naszło, i może bardzo szczegółowo nie podsumowuję 2013 roku, ale ogólnie uznaję, że nie był zły.  Udało mi się spełnić nieco mniejszych i większych marzeń... Przy okazji, zwolniło się miejsce na kolejne;) Kilka rzeczy ruszyło do przodu, ale też jest parę, które nie dają mi spokoju... I tak narodził się plan... Wytyczyłam cele, a w związku z nimi, podejmuję pewne kroki, które są tak popularnymi "postanowieniami noworocznymi"... Dotychczas ich nie lubiłam, bo miałam wrażenie, że ledwo się rok rozkręci, już o nich zapomnę. Uważam, że każdy moment jest dobry, by coś zrobić, zmienić, zdziałać. Tym razem postanowiłam zestawić jednak ze sobą Nowy Rok z planami. Nawet przygotowałam kilka niezbędnych ku temu narzędzi... otóż...



 

 


To nic takiego, a jednak zmusza do zmian. Kalendarz i notes z karteczkami, które można wyrwać. W tym roku główny nacisk chcę położyć na organizację i planowanie. Nie ukrywam, że tak się dzieje, iż dochodzi mi zajęć, a ja kompletnie nieogarnięta. W efekcie bywało, że spędziłam 2 hh przed monitorem, a nie zrobiłam nic konkretnego. Tym bardziej jest to dla mnie ważne, że pracuję w domu... A to wbrew pozorom trudne, utrzymać się w ryzach i systematycznie pracować, kiedy dookoła tyle istotnych spraw, jak to w domu. Kalendarz oczywiście dodatkowo ma służyć zapisywaniu ważnych dat, spotkań, urodzin rodziny, przyjaciół i znajomych. Jest także notes, w którym zamierzam odnotowywać swoje wszelkie pomysły, przychodzące do głowy, w najmniej oczekiwanych i pożądanych chwilach;) Zawsze mi się wydaje, że to tak oczywista idea, że zapamiętam, albo notowałam na luźnych podręcznych karteluszkach, typu rachunek, paragon, które ginęły w akcji, wraz z moimi odkrywczymi myślami;) Oczywiście mam telefon, a w nim miliony aplikacji, jednak postanowiłam powrócić także do tradycyjnych metod.
Kolejnym koniecznym punktem Nowego Roku jest powrót do diety i jej kontynuacja, do uzyskania zamierzonego efektu. Temu także ma posłużyć kalendarz - do notowania wymiarów i wagi, czasu ćwiczeń, samopoczucia.
I jeszcze jedna bardzo istotna sprawa, mianowicie praca nad systematycznością. Ta kwestia zazębia się siłą rzeczy z pozostałymi planami, zwłaszcza nauką języka angielskiego, która idzie mi niezwykle topornie. Jeszcze dokładnie nie rozplanowałam czasu i metod, ale powoli, zamysł rysuje mi się w głowie - plan nauki rozpiszę w terminarzu i również tam będę notować, czas i postępy. A do przyswajania wiedzy, ale także ku pamięci innym sprawom, uzbroiłam się w karteczki i plany tygodnia...








Inwestycja niewielka, a szansa na ogromny zwrot duża... Nie narzucam sobie specjalnie tempa, ani nie chcę się obarczyć codzienną litanią planów, bo to nie mają być przykre obowiązki. Chciałabym tak wdrożyć swe zamiary w rytm życia, by stały się przyjemne i efektywne. By zbliżały mnie do marzeń, celów i dawały satysfakcję, a nie przemęczenie i zniechęcenie. Powoli, ale skutecznie. Na jutro zostawiłam sobie wypisanie celów na ten miesiąc, ..., rok. Natomiast planowanie ma pomóc mi sukcesywnie wypełniać zadania.
Trzymajcie kciuki, moje zacisnę dla Was:) Jestem ciekawa Waszych postanowień, jeśli chcecie je zdradzić piszcie śmiało...

Cieszę się, że powstała niedawno Grupa Wsparcia na PnK - klik - gdzie można dołączyć, do osób, które mają podobne naszym cele, wzajemnie się wspierać, uczyć radzić, a jak trzeba przyjąć dopingującego kopniaka, tudzież takowego sprzedać;)

Tymczasem życzę Wam wspaniałej, niezapomnianej i udanej, szampańskiej zabawy! Szczęśliwego Nowego Roku, pełnego najpiękniejszych marzeń i motywacji do ich realizacji:)

pozdrawiam

dostępne także na: Przepis na Kobietę

24 grudnia 2013

Kilka świątecznych słów...

Witajcie,

Życzę Wam, by uśmiech nie schodził z Waszych twarzy, byście otoczeni rodziną i przyjaciółmi, w ciepłej atmosferze, radośnie przeżyli Święta. By nikt, w tym czasie, nie czuł samotności. By wszelkie bieżące sprawy i nowe wyzwania, były dla Was przyjemnymi doświadczeniami. Byście wysyłali i przyciągali wszelkie pozytywy, takich ludzi i miłość:) I cudnie by było, gdyby udało nam się zachować to wszystko na zawsze... Ale może wystarczy wierzyć? A właśnie, wierzycie w Mikołaja?


 Zostawiam kilka pierniczków i zmykam jeszcze do kuchni;)


:)

08 grudnia 2013

Sałatka z łososiem

Witam,

Jak Wasze przygotowania do świąt? Pierniki gotowe? Ja mam pierniki, które przyleciały prosto z Pl od mojej mamy, pozostaje je tylko ozdobić:)
Szukam też nowych potraw na Wigilię i święta, by jakoś urozmaicić nasze menu. Także, gdybyście znali coś poza: barszczem, uszkami, pierogami z kapustą, śledziami w miodzie, rybą po żydowsku, kapustą z grzybami czy grochem, proszę dajcie znać...
Tymczasem chciałam Wam dziś przedstawić pyszną sałatkę, na którą przepis podała mi ostatnio psiapsiółka, nazwijmy ją "Sałatką Agi". Nie wiem czy nadaje  się na święta, bo nieco mi wiosennie pachnie, acz składniki nie przeszkadzają, by świąteczną była:)

Potrzeba:
  • mix sałat,
  • łososia wędzonego - miałam dwa niewielkie opakowaniowa płatów,
  • 2 dojrzałe mango,
  • duża garść prażonych ziaren słonecznika - po prostu uprażyłam na patelni,
Sos:
  • 2 łyżki oliwy z oliwek,
  • 2 łyżki miodu,
  • 1  łyżeczka musztardy,
  • sok wyciśnięty z połówki cytryny czy limonki,
  • sól i pieprz do smaku.

Wszystkie składniki sałatki należy umieścić w misce. Natomiast składniki sosu, wymieszać w osobnym naczyniu, zalać sałatkę i delikatnie połączyć razem.




Mi te smaki bardzo odpowiadają, na pewno będę robić częściej. Dajcie znać proszę czy i Wam przypadła do gustu...


Życzę smacznego!


dostępne także na: Przepis na Kobietę
 

06 października 2013

Kiedy Twój "sprzęt" jest wiecznie w trybie "off" - mini przewodnik po renowacji mebli


  Znudziły Ci się meble? Gustujesz w jasnych, nieprzytłaczających mebelkach, bo mieścisz się z nimi w nie za dużym pomieszczeniu? A może się nieco zniszczyły? Marzysz o lekkim shabby chick? Jeśli choć na dwa pytania z powyższych, Twoje myśli kierują się w strony pozytywne, ten artykuł jest dla Ciebie:)
Zatem zapraszam:)
Najprzydatniejszą maszyną przy renowacji mebli jest tzw. mąż, małż, partner etc.. Niestety sukces w dużej mierze zależy od preferencji wcześniej nabytego sprzętu. Mój niestety najczęściej jest na „off”. Istnieje kilka sposób na uruchomienie trybu „on”, jednak wymagają czasu i przebiegłości. Jakieś 3 miesiące wcześniej, warto narzędzie dobrze oliwić (czyt. karmić i poić), często wspominać o planach i marzeniach, tulić, warto też, co nieco obiecać;)
Kiedy wreszcie mi się udało, moje narzędzie się niestety zacinało, wydawało jęczące dźwięki przemęczenia, znudzenia, obwiniania o zbyt wysokie wymagania etc. Nie było wyjścia, zakasałam rękawy i próbowałam wspólnymi siłami osiągnąć wymarzony cel. I to, śmiem twierdzić, najlepszy sposób, na to by sprzęt współpracował bez większych zgrzytów:)
Zatem zaczęliśmy…
Zawsze kupuję drewniane meble, znając siebie, wiem, że w przyszłości zechcę je zmieniać. I właśnie, by można cokolwiek porządnego zrobić, w moim wypadku przemalować meble na niedbałą biel, muszą być one drewniane. Wymalowaliśmy wszystkie meble w naszym pokoju, acz na ten przykład stawiam przed Wami niewielki stolik. Kupiłam z stosunkowo zniszczonym blatem. Nie zrażałam się tym jednak, bo znałam cel, ku któremu powoli, ale skutecznie zmierzałam. Najważniejsze, że drewniany i śmiesznie tani.





 
Przed przystąpieniem do pracy, warto zabezpieczyć podłogę i pozostałe meble, zwłaszcza, gdy robimy to w tym samym pomieszczeniu. Zaczynamy od pozbycia się lakieru, starej farby czy innych wierzchnich warstw mebla. Jeśli nie mamy możliwości pracy na dworze koniecznie należy nabyć ekologiczny preparat do usuwania tych warstw, o przyjemnym zapachu, ale nie wymagający długotrwałego wietrzenia. Jest nieco droższy od zwyklaków, jednak zdrowie jest ważniejsze.
Mając nasz eco remover przystąpiliśmy do nakładania mazi na powierzchnie i wszystkie zakamarki stolika. Po ok. pół godzinie szpachlom usuwamy preparat, łącznie z wszelkimi warstwami, którymi pokryta była powierzchnia. Oczyszczamy wilgotną ścierką. Po przeschnięciu drewna wyrównujemy powierzchnię papierem ściernym. W bardzo brzydkich miejscach gruboziarnistym, w pozostałych drobnoziarnistym. Tak długo szorujemy papierem aż uzyskamy gładką powierzchnię w pełni nas zadowalającą. Ubytki wypełniamy kitem do drewna. Całość traktujemy zmiotką (aby pozbyć się drobnego pyłu) i ponownie przecieramy wilgotną ścierką. O ile w przygotowaniach do malowania współpracowałam z moją ukochaną maszyną, opisaną we wstępie, o tyle wszystkie meble pomalowałam samiuteńka i nie ukrywam, że jestem dumna;)
Zatem białą farbą, przeznaczoną do, między innymi, powierzchni drewnianych i szerokim płaskim pędzlem przesuwałam cienką warstwę, bo gładkich powierzchniach. Tak cienką, by były prześwity – to pozwala właśnie otrzymać delikatny efekt shabby, takich nieco niedbale wykończonych mebli. Choć, w brew pozorom pędzlem manewrowałam z precyzją.
Następnie stolik odstawiliśmy na kilka dni do wyschnięcia. Po czym wylądował na swoim docelowym miejscu i do dziś cieszy moje oczy. Można po farbie nałożyć lakier, jednak w tym wypadku nie było takiej potrzeby...





 
Po tak ciężkiej pracy nasze „narzędzie”, należy poddać gruntownemu oczyszczeniu, ponownie naoliwić (czyt. dokarmić i napoić), uściskać, wycałować i gorąco podziękować za pomoc. Po czym pozwolić przełączyć się na tryb „off” – do kolejnego razu;
pozdrawiam:)
dostępne także na Przepis na Kobietę
 

28 lipca 2013

"Sweet Pea" by Strawberries Designs i freebie

Witajcie:)

Niedawno przygotowałam dla Was nowy, typowo letni zestaw "Sweet Pea". Dziś chciałam Wam go pokazać:


dostępny tutaj
Aktualnie zestaw jest w promocji - 50% off!


A poniżej mój synek "ubrany" w powyższy kit:




Do zestawu dołączyłam małe freebie:

download here


Pozdrawiam niedzielnie i życzę udanego tygodnia!

15 lipca 2013

Co warto przywieźć z Bułgarii...

Witajcie kochani:)

Spora przerwa pojawiła się na blogu. Mianowicie i sporo pracy, i wakacje spowodowały przerwę w postach. Byliśmy na naprawdę udanych, wspaniałych wakacjach w Bułgarii. Pierwsze co zobaczyłam, po przyjeździe do hotelu o 4-tej nad ranem z balkonu naszego pokoju uwiodło mnie na zawsze:



Nie zapomnę tego widoku, ani wielu innych. Bułgaria, a przynajmniej Sunny Beach jest piękna. Warto także zobaczyć Sozopol. Długa promenada kafejek nad samym morzem - coś pięknego.



Także Nesebar to konieczny punkt zwiedzania w Bułgarii, zwłaszcza stary Nesebar. Rybackie miasteczko na wysepce.



Byliśmy też na chwilkę w Burgas, jednak miasto kojarzy mi się niezwykle komunistycznie. Nie jest za piękne.
A co warto przywieźć z Bułgarii? Otóż to kraina róż. Znajdziecie tam wiele kosmetyków różanych. Budka prawie przy budce. Piękne mydła, naturalne hydrolaty różane, czy olejki różane. Także dużo kosmetyków z dodatkiem naturalnego ekstraktu z róży - istne różane szaleństwo...
Następnie alkohol. Jednak opłaca się tylko firmy rodzime, bułgarskie. Jedna z takich bardziej znanych to Savoy. Są to rumy: ciemny i biały, dżin, likiery i inne. Naprawdę bardzo dobre i niczym jakościowo nie odbiegające od angielskich markowych. Cenowo wychodzą rewelacyjnie. W ogóle Bułgaria nie jest droga i śmiało można przywieźć stamtąd wiele pamiątek.
Ostrożnie z kupowaniem ciuchów i innych markowych gadżetów, bo to kraj mega podróbek i tandety. Choś zdarzają się nieoryginale rzeczy dobrej jakości...
Krótko mówiąc, tanie piękne słoneczne wakacje. Bułgaria jest warta grzechu:)

A Wy już byliście na urlopie? A może ktoś z Was był także w Bułgarii?


dostępne także na Przepis na kobietę 

20 maja 2013

Sałatka z gruszką

Witajcie kochani:)

Jakoś tak się składa, że ostatnio mało co dziergam. To okropnie długie zimno, jakie się u nas utrzymywało negatywnie się na mnie odbiło i mnie zniechęciło... Macie sposób na to co zrobić, żeby się człowiekowi chciało, tak jak się nie chce? Pochłania mnie także projekt kosmetyczny - tutaj. W dodatku, kiedy się tak wczytałam cóż to my na siebie nakładamy (używając tradycyjnych kosmetyków), włosy mi się na głowie zjeżyły. W związku z tym w naszej rodzinnej kosmetyczce robię mega rewolucję i przechodzimy na naturę:) Mam jednak nadzieję, że wkrótce powrócę do działania, choć powoli zaczynam się szykować do kolejnego wyjazdu:)
A dziś przychodzę do Was z sałatką. Jak zawsze - nie trudna do wykonania. Ale też nie każdemu podejdzie, bo to takie słodko-konkretne coś, jak w tytule:)

Składniki:

  • główka sałaty lodowej,
  • twarda gruszka lub dwie małe,
  • ser Brie - ja używam light, choć oczywiście  to nie ma znaczenia,
  • uprażone płatki migdałów,
  • rodzynki
Sos:
  • oliwa z oliwek,
  • ocet balsamiczny,
  • tyci soli, pieprz
Wszystkie składniki kroimy w kostkę, płatki migdałów prażymy na małym ogniu na patelni (bez tłuszczu) i dodajemy do reszty składników. Składniki sosu mieszamy w szklance i dodajemy do sałatki. Wszystko razem mieszamy i odstawiamy na ok. 1h, aby sałatka się przegryzła.


Pozdrawiam Was serdecznie i życzę smacznego:)

dostępne też na Przepis na Kobietę
 

28 kwietnia 2013

Chwalę się, a co;)

Witam serdecznie:)

Jakoś za ciepło już nie jest. A przyznam Wam się, że minionego roku okropnie się wychłodziłam i na cito potrzeba mi ciepła, takiego, by mi się tyłek pocił:) Każdego dnia wypatruję słonka i jego ogrzewania. A tu od wczoraj nici. Zatem ocieplam się, jak mogę. 
Dziś chciałam Wam pokazać, jakie to cuda wygrałam w candy. Pierwsze w życiu wygrane candy to uroczy, ręcznie robiony aniołek:


Niespodzieałam się, że jest taki duży! Doznałam pozytywnego szoku. Aniołek miał nieco pecha, bo w paczce do UK odpadła mu głowa. Byłam zrozpaczona, ale dobry klej wszystkiemu zaradzi i  już jest dobrze:)
A wygrałam go na blogu Moje ręczne hokus pokus. Zajrzyjcie, Agnieszka swomimi rączkami tworzy prawdziwe cuda!


I drugie candy, jakie wygrałam równie piękne i nie małe. Pudełeczko wykonane metodą decoupage. Jest dopracowane na ostatni guzik, porządnie wykonane i pięknie się prezentuje:


Zamieszkały w nim już moje ulubione herbaty, przywleczone z Pl:)


To wygrana na przyjemnym blogu Kwiato-stany - i tu serdecznie zapraszam.

Dziewczyny ślicznie dziękuję Wam za te przemiłe chwile radości, które dzięki Wam przeżyłam. Teraz na stałe będę cieszyć oczy prezentami od Was.

Moje candy też dotarło do włascicielki i z tego co wiem, była zadowolona:) - a to mnie cieszy najbardziej.

A Wam, jak mija ta szara niedziela? Dziergacie coś? Bo ja ostatnio słabo. A tu dwa zamówienia na mnie czekają - czas się za nie wziąć...

Udanego tygodnia kochani:)

16 kwietnia 2013

Powrót i sałatka grecka

Wróciłam z Pl. Było fantastycznie:) Zobaczyłam się z rodziną i znajomymi. Zahaczyłam nawet o Łódź, a to ponad 3 godziny drogi z Bydgoszczy. Ale warto było! Odwiedziłam też kilka sklepów i wreszcie obejrzałam moje wygrane candy:) A są obłędne. Nie pokażę dziś, bo dopiero dojdą do mnie w paczce, gdyż do podręcznego bagażu były za duże... Ale już wiem, że są śliczne po prosu:). Oczywiście nie było czasu na klecenie notek ani za wiele na odwiedzanie Waszych blogów, ale mam nadzieję, że  już nadrobiłam i o mnie nie zapomnieliście... Zrobiłam w kraju kilka shambalii, ale zapomniałam sfocić. Jednak mimo, iż przygotowałam się na dzierganie szydełkowych bransoletek i naszyjników nie udało się. Na wiele rzeczy mi zabrakło po prostu czasu, bo plany były maga;)
A dziś mam dla Was smaczną i ponownie prostą sałatkę - grecką:

  • sałata - mała główka,
  • świeży ogórek,
  • 2 pomidory, 
  • oliwki - zielone lub czarne - ilość wg uznania,
  • ser feta,
  • łyżka oliwy z oliwek,
  • bazylia,
  • troszkę pieprzu
  • opcjonalnie jedna czerwona papryka

Szarpiemy sałatę, dzieląc ją na drobne części, ogórek, pomidory i fetę kroimy w kostkę, oliwki na połówki. Wszystko razem mieszamy, dodajemy oliwę z oliwek i przyprawiamy. Na godzinę odstawiamy do lodówki. Po tym czasie możemy się delektować sałatką:)


Życzę Wam smacznego i serdecznie pozdrawiam!

dostępne też na: Przepis na Kobietę

01 kwietnia 2013

Wyniki Candy

Witajcie:)

Jak Wam mijają Święta?
Przepraszam ogromnie, że tak późno przychodzę z wynikami Candy, ale małż reinstalował mi dziś system i na dłużej dał przysiąść późno. Zanim skopiowałam kandydatów do Candy, wydrukowałam i pocięłam losy, niestety zeszło. Bynajmniej jestem. I chciałabym przede wszystkim serdecznie Wam podziękować za udział w zabawie, za przemiłe słowa, dołączenie do mnie - mam nadzieję, że to nie przelotna znajomość;) Dzięki Wam poznałam też wspaniałe blogi i utalentowane dziewczyny:) Dziękuję!
Nie przedłużając: do zabawy przystąpiło 77 osób, z czego 69 spełniły warunki Candy. I z pośród tej ostatniej liczby zosała wylosowana jedna osoba. Nie ukrywam, że chciałabym obdarować wszystkich, ale jak tu dzielić? Maszyną losującą został mój osobisty mąż, bo synek od dawna już śpi...








I ta dam:



Osobą, która zgarnia wszystko jest: Slodko Kwasna
Serdecznie gratuluję! Proszę o szybki kontakt na maila:


We wtorek skoro świt wyruszam w podróż do Pl. Biorę ze sobą spakowane już upominki i wysyłam na miejscu. Bardzo mi zależy jechać z adresem na kopercie, by jak najszybciej nadać przesyłkę. Jeśli zwyciężczyni nie zgłosi się w ciągu 3 dni, nastąpi ponowne losowanie przez mojego męża, ale mam nadzieję, że to nie będzie konieczne:)

Rozpoczęłam także nowy projekt. Tym razem kosmetyczny. I na blogu Kosmetyczna Wyspa recenzuję używane przeze mnie kosmetyki ulubionych marek. Zapraszam Was serdecznie do obserwowania i podczytywania mine. Będzie mi bardzo miło. A nóż jakaś informacja się przyda:) Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie. Życzę miłego, dalszego świętowania i do zobaczenia wkrótce. Jeśli tylko mi czas i warunki pozwolą postaram się dodać notkę z Pl i regularnie Was odwiedzać:)

Buziaki!


30 marca 2013

Kolejne koszyczki

Witam Was serdecznie tuż przed Świętami:) Zrobiłam niedawno kolejne koszyczki. Ale przyznaję szczerze, że pierwszy poleciał do śmieci. Do beżowego miała być pokrywka, ale też wylądowała w koszu. Nie dość, że za mała to tragiczna;) Ciemny koszyk wydębił ode mnie synek. A jasny służy czekoladowym jajeczkom i zajączkom.










Przypominam, że dziś już ostatni dzień, kiedy możecie zapisać się na moje Candy - tutaj. Jeszcze do godziny 24-tej jest szansa na dołączenie do zabawy.

Nie wiem, jak będą wyglądały moje notki po Świętach, bo wyjeżdżamy z Wojtkiem do PL na 2 tygodnie. Jeśli mi się uda, to oczywiście coś skrobnę i z radością będę do Was zaglądać. Jednak nie gniewajcie się, jeśli przez ten czas będzie mnie trochę mniej. Jak wrócę wszystko nadrobię:)

Życzę Wam dużo zdrowia, ciepła i radości na Święta Wielkanocne. Spędźcie je w rodzinnym gronie i w przyjemnej atmosferze, zajadając się smakołykami:)

 Całuję!

25 marca 2013

Rozgwiazdy i nie tylko

Sukcesywnie przygotowuję drobiazgi  na prezenty i zamówienia. Dziś mam serię rozgwiazd - ja na nie mówię rozedmy;) To kolejny po trójkącie element beadingu, którego się nauczyłam. Rozedmy wykonane są peyotem z koralików Toho w różnych kolorach i wielkościach - 11/0 i 15/0. Uczyłam się z tego kursu.
Mam dziś także kolejną bransoletkę shamballa, robioną na specjalne zamówienie:




W męskich kolorach:


i w typowo kobiecych:



oraz w neutralnym:



Przygotowałam też kolczyki w wybranych kolorach na prezent. Wszystkie dodatki są srebrne, także łańcuszek:





i shamballa w dobranych przez klientkę kolorkach:




Dziękuję Wam ślicznie, że zaglądacie do mnie. Za wszystkie miłe słowa, które są dla mnie dodatkowym motorem do pracy, za to, że jesteście, zostawiacie po sobie ślad i wracacie:)
Przypominam, że jeszcze trwają zapisy na moje Candy...




Pozdrawiam Was serdecznie i oby do prawdziwej Wiosny!

22 marca 2013

Wiosna i wyróżnienie

Dawno już tak za niczym nie tęskniłam, jak teraz za Wiosną. Też macie takie poczucie, że coś nam zabrano? Niesprawiedliwie sypie z niebia i odczuwa się arktyczne powiewy:( Gdzie ta Wiosna? Pytałam już kiedyś o Nią, jak podobnie się spóźniała. Wtedy, tak to wyraziłam, dziś pasuje, jak ulał:


credits: papier i tekst by me


Ostatnio dostałam niezwykle miłe wyróżnienie - ot taki ciepły powiew - od Natalii. Choć zupełnie nie wiem czy zasłużyłam, ślicznie dziękuję:)


Nominację otrzymuje się od innej osoby blogującej za "dobrze wykonaną robotę". Otrzymują ją osoby, które na swoim blogu nie mają zbyt dużej liczby obserwatorów. Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez nominującego. Następnie ty nominujesz 11 osób i zadajesz 11 pytań. Koniecznie poinformuj nowe osoby nominowane. Warunek: nie wolno nominować osoby, od której otrzymało się wyróżnienie.

 Pytania Natalii:

  1. Co Cię inspiruje? właściwie wszystko: przyroda, synek, kawałek materiału;)
  2. Ulubiony kolor?   czerwień i biel
  3. Gładkie czy mechate?  gładkie
  4. Ukochana maskotka z dzieciństwa?  miś panda
  5. Pies, kot czy świnka morska?  kot
  6. Ulubiony owoc?   brzoskwinia
  7. Morze czy góry?  morze
  8. Spodnie czy spódnica? spodnie
  9. Największe marzenie?  mam ich wiele, ale pozostaną moją tajemnicą;)
  10. Zupa czy drugie danie? drugie danie
  11. Twoje motto? "Czas istnieje tylko po to, bym mogła zrealizować swoje  pragnienia" M. Błaszczyszyn


    Ze swojej strony wyróżniam - choć uważam, że wszyscy na nie zasługują:

    Novaczka - Art - Agnieszkę
    To co robię i co lubię - Ilonę
    Koralik nie jedno ma imię - Agnieszkę
    Papierowa fascynacja - Sylwię
    Domek na polanie - Beti

    Pytania dla Was:

    1. Twoja największa pasja?
    2. Kawa czy herbata?
    3. Wiosna  czy lato?
    4. Słodycze czy konkrety?
    5. Rower czy hulajnoga?
    6. Ulubione danie?
    7. Romans, komedia, dramat, horror czy kryminał?
    8. Obcasy czy płaskie obuwie?
    9. Najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa?
    10. Książka czy film?
    11. Ulubione powiedzenie?

    Dziś się już z Wami żegnam z utęsknieniem wypatrując Wiosny i pozdrawiając Was najcieplej, jak potrafię:) Przypominam także o trwającym Candy:



     Buziak:)

    19 marca 2013

    Papierowa wiklina - osłonka na doniczkę

    Ostatnio zafascynowała mnie technika plecenia z wikliny papierowej i cuda, jakie można wypleść. Jestem pod ogromnym wrażeniem koszyków, doniczek, koszyczków serduszek i innych cudnych tworów. Technika wydaje się prosta, jednak, żeby pleść równiusio, jak to widzę u niektórych osób, potrzeba praktyki. Kręcenie rurek wydaje się także proste, ale też trzeba wiedzieć, jak zwijać, dlatego kilka pierwszych poszło ad kosz;) Bo pozwijałam, a jakże. Także zapragnęłam mieć własny koszyczek;) I mam. Jako pierwsza powstała osłonka na doniczkę z miniaturowymi żonkilami. Pierwszy koszyk, który uplotłam, był tak krzywy, że wylądował w śmieciach, bo w ogóle nie miał wyglądu. Drugi, choć także krzywy, jest nieco bardziej reprezentatywny i nadał się do żonkili. Sami popatrzcie:







    i z kwiatkami już w miejscu docelowym:



    Po wypleceniu koszyka, pomalowałam go białą farbą akrylową, a po wyschnięciu pokryłam warstwą lakieru.
    Podoba mi się, że do wyrobu koszyków używa się starych gazet, bo jest to fajna forma recyklingu w czystej postaci.

    Pięknie dziękuję za odwiedziny. To ogromnie miłe, kiedy blog tętni życiem, to i mnie bardziej się chce tu zaglądać, pisać i pokazywać, a czasem coś dla Was przygotować. I tak przypominam o trwającym Candy. Serdecznie zapraszam do zabawy:)

    14 marca 2013

    Sałatka Mariot

    Witam serdecznie:)

    Nie mam pojęcia, dlaczego taka nazwa, a zasłyszałam ją od kolegi, na jakimś letnim wyjeździe, już dawno temu. Jednak przeszukując sieć nie znalazłam owej sałatki pod tą nazwą. Jak zwał, tak zwał, ważne, że jest pyszna i do tego nader prosta:) Wystarczy:

    • 2 ugotowane piersi kurczaka - akurat miałam wędzone i też mogą być,
    • puszka kukurydzy,
    • puszka ananasa,
    • majonez,
    • jogurt naturalny
    • łyżka curry - koniecznie
    • torebka ryżu - opcjonalnie - ja robię bez
       
    Pierś drobno kroimy i wrzucamy do miski, do tego kukurydzę i pokrojone krążki ananasa. Minimalnie solimy, dodajemy  curry i majonez wymieszany z jogurtem. Wszystkie składniki dokładnie mieszamy i voila. Jeśli dajemy ryż, to wcześniej gotujemy go tak, by nam się nie rozgotował, na sypko. Smacznego!




    Zbliża się koniec tygodnia, zatem udanego i smacznego weekendu!

    dostępne także na Przepis na Kobietę
     

    08 marca 2013

    Shamballa i nie tylko

    Na początku tej notki chciałabym poprosić osoby, które zapisały się na Candy o wypełnienie wszystkich zasad zabawy. Jedną z nich jest dołączenie do Obserwujących. Kilka osób, w pośpiechu zapewne zapomniały o tym. Jednak w losowaniu będą brały udział osoby, które spełniły wszystkie reguły Candy...

    A dzisiaj mój pierwszy trójkącik uszyty peyotem - pierwszy raz używałam tego ściegu w biżuterii. Nie jest trudny, a bardzo atrakcyjny, sami zobaczcie. Trójkącik natychmiast znalazł zastosowanie, jako brelok przy kluczach:) Ot takie przywoływanie wiosny koralikami Toho;) Korzystałam z tego tutka i podpowiadała mi koralikowa maniaczka Novaczka, za co serdecznie dziękuję:)





    Shamballa - jakże modne dziś bransoletki z zastosowaniem splotu makramowego i koralików. Noszą je nawet celebryci wszelkiej maści, także w Hollwood;) Nosi także mój syn, który poprosił mnie o zrobienie bransoletki;) Cóż miałam począć, zrobiłam na tę chudziutką rączkę chłopięcą bransoletkę, bez użycia koralików, bo brakło mi odpowiednich... Ale pierwsza jest z grubego sznurka z jednym, dużym koralikiem:





    poniżej dla synka:





    i pierwsze dla mnie, oczywiście w czerwieni musi być;)



    i z użyciem szarych koralików:




    Pozdrawiam Was ciepło i oczywiście zapraszam do udziału w Candy:)
    Życzę udanego weekendu!