26 grudnia 2014

Czysty barszcz z (pasztecikami) krokietami...


Witajcie,

Zatem idąc za ciosem i podług obietnicy w sumie aż 3 przepisy - przypadkowo dziś Wam przedstawię. Sam barszcz to oczywiście pro-forma, bo zapewne każdy z Was robi już najlepszy, acz może akurat komuś się nada...
Zaczynając od barszczu, który oczywiście niekoniecznie musi być tylko wigilijną potrawą, tak jak zresztą cały dzisiejszy mix, który pokażę. Może stać się przyjemną przekąską sylwestrową, noworoczną, czy wreszcie na co dzień...



Porcja na ok. 4 osoby - na 2x:

  • 5 przyzwoitych buraków,
  • ziele angielskie, ziarna pieprzu,
  • sól, sok z ćwierci cytryny, łyżka miodu,
  • zakwas z buraków - kupny lub domowy,
  • czosnek, majeranek.

Bardzo często widzę, że barszcz gotuje się na włoszczyźnie - nigdy tego nie robiłam i nie robię... Dla mnie barszcz to buraki z przyprawami :P. Zatem po ich umyciu i obraniu, kroję na połówki, zalewam wodą do ich przykrycia, wrzucam liście laurowe, pieprz, sól, sok z cytryny, miód. Najszybciej buraki ugotuję w szybkowarze i tak też polecam.
Po wystygnięciu wywaru, warzywa wyjmuję i zagotowuję, następnie dolewam zakwas i całość doprawiam do smaku zmiażdżonym czosnkiem, solą, pieprzem, majerankiem (to konieczność), jeśli trzeba jeszcze miodem - gotowe.
Ten barszcz ma mój ulubiony kolor - taki osiągnęłam z buraków organicznych i dobrego zakwasu. A buraki ścieram na wiórki i lekko doprawiam solą i chrzanem, wykorzystując na jarzynę do obiadu.


W tym roku pokusiłam się o wspaniałą kapustę z grzybami.




Moja jest ciemna, jak bigos, bo podlewałam lekko sosem sojowym i możliwe, że ciut za długo gotowałam - jednak nadal smaczna...
Idąc także za radą DayliCooking, tym razem, grzyby po zaparzeniu, przesmażyłam z cebulą - genialne, ale co ważne smaczne rozwiązanie. Cała potrawa świetnie i równomiernie przechodzi grzybami - mniam. Przygotowałam jej nieco więcej, z myślą, że wykorzystam na farsz do mega szybkich i prostych krokietów, które przedstawiam...




Porcja na 3-4 osoby - jeśli głodne bardzo to na 1x... - fantastyczne połączenie z czystym barszczem...

  • rolka (rulon) ciasta francuskiego - oczywiście można przygotować samemu, jednak ja się w to nie bawię, kupuję i wyprawiam z nim prawie co chcę:P,
  • farsz - w tym wypadku kapusta z grzybami (to jest świetne połączenie na Święta, czy karnawał), ale można dobrać dowolny, ulubiony farsz, nawet z pieczarek, czy mięsa lub samej kapusty...,
  • opcjonalnie jajko + ulubione przyprawy...

Rozwijamy ciasto. Swoje pokroiłam wzdłuż na 3 kawałki i w szerz na mniej więcej prostokąty. Każdy prostokąt przekładałam farszem i z 3 stron zamykałam widelcem, po czym układałam ciasno na blasze - z porcji takiego ciasta wychodzi pełna, duża blacha. Opcjonalnie można je teraz posmarować roztrzepanym jajkiem i posypać ulubionymi przyprawami - co czynię sporadycznie:P. Do nagrzanego do 200º C (w międzyczasie) piekarnika, włożyłam krokiety na ok. 10-15 minut. Wyjęłam zarumienione i pachnące... W połączeniu z barszczem stanowią zgrany, smaczny duet - i to nie tylko świąteczny:)...


Smacznego!


25 grudnia 2014

Zdrowych, spokojnych...

Witajcie,

Po kompletnym niewczasie... Jednak od lipca br. wydarzyło się wiele... dobrego i wręcz przeciwnie... Kto z Was bywa na Kosmetycznej Wyspie, zapewne wie...
Ale też nie czas na smutki... A na spokój, nic nierobienie w rodzinnym, bezpiecznym gronie... I tak też spędzamy ten leniwy czas... Ze spokojem kompletnym, nie pamiętam kiedy aż tak się obijałam, jeśli obrabianie zdjęć za takowe mogę uznać :P Ale już na pewno mogę doń zaliczyć, stoicki spokój i czas jaki mi przy tym towarzyszy... I to jest ten potrzebny mi na co dzień luz...

Brak gonitwy dnia powszedniego - tego też Wam życzę w te Święta... Jak również dobrych smaczków, dobrych filmów czy bajek z pociechami, dobrych gier i wygranych:P...

A poniżej kilka migawek z naszej historycznej Wigilii, szykowanej na tzw. "ostatni gwizdek"...











Czy na Waszej Wigilii popijacie wino?
A w Nowym Roku, myślę m.in., o cyklu wspomnień z Majorki, kolejnych przepisach - jeśli oczywiście macie ochotę... A może coś innego byście widzieli w Zakątku? - dajcie proszę znać - mam nieodparte wrażenie, że Zakątek przechodzi ciągłą metamorfozę;).


pozdrawiam świątecznie

18 lipca 2014

Wyzwanie blogowe - 5 dni do lepszego bloga │Dzień 5

Witajcie,

Ostatni dzień blogowego wyzwania Uli w temacie Mój typowy dzień. Myślałam, myślałam i nic nie wymyśliłam hah. Zatem bez zbędnego cudowania, opiszę Wam dzisiejszy dzień, po prostu - o ile prędzej się nie rozpuszczę z ukropu;). Zanim jednak do tego przejdę, podam Wam kilka kluczowych informacji - może przy okazji, ktoś skorzysta.

Nie gotuję codziennie, ale szykuję sałatki, koktajle, soki, przekąski... Natomiast jakiegoś dnia, dobieram się do garów i szykuję większe ilości potraw, po czym mrożę lub wkładam w słoiki. W tygodniu wyciągam, co nam odpowiada. Jednak latem, obiady często zastępują nam różnego rodzaju sałatki, przekąski coś lekkiego... Raz w tygodniu zamawiamy jakiś obiad, najczęściej pizzę...
W piątki robię zakupy na cały tydzień, a rozpakowując, porządkuję lodówkę i przetwarzam, to co ewentualnie chciałoby się już zepsuć, np. pieczarki - i znów mrożę - wyjmę, kiedy będę potrzebować. Praktycznie codziennie piorę. Piątek, to jest również dzień większych porządków - w sobotę tylko małż odkurza.
W UK dzieci siedzą w szkole od 9:00 - 15:00 - zatem czas pomiędzy, jest czasem, w którym załatwiam i ogarniam najwięcej. Bywa, że po szkole jedziemy razem coś zjeść w terenie...
Pracuję w domu, co ma oczywiście swoje plusy i minusy. Ostatnio za wiele nie pracuję - się przebranżowujemy... i za moment dzieciaki będą miały wakacje...
Jest kilka czynności, które wykonuję, dokładnie o tych samych godzinach, reszty nie trzymam się sztywno, dopasowuję do sytuacji i chęci... Podane godziny niektórych czynności są po prostu zmienne, ale tak jak opiszę poniżej było dziś...





 7:30 - dzwoni cholerny budzik, ale od niedawna jestem szczęsliwcem, który go olewa, często nawet nie słyszy...
 7:40 - budzi mnie mąż, chłopaki już ogarnięte, więc mam swobodny czas i miejsce na toaletę...
 8:10 - z kubkiem kawy, robię rekonesans poczty, bloga, fejsa, konta dojrzewając...
 8:40 - zawożę syna do szkoły...
 8:55 - zakupy...
10:00 - rozpakowanie, porządki w lodówce...
10:00 - 10:50 - krzątanina, wstawienie prania, telefony...
11:00 - wizyta u lekarza i w aptece - nieco się przedłużyła, więc ze wszystkim miałam poślizg...
12:10 - ćwiczenie na steperze...
12:20 - prysznic - dziś lało się ze mnie strugami...
12:40 - krzątanina w kuchni... sprzątanie...
13:00 - czas na drugą kawę (dziś wyjątkowo późno) - najczęściej waniliową i przegląd blogów... fejsa mam cały dzień odpalonego, zerkam sporadycznie...
14:30 - jadę po syna do szkoły, tam odczekuję 30 minut grając w Ice Age Village i przeglądając Fb... jeżdżę z wyprzedzeniem, bo potem jest zatrzęsienie samochodów i nie ma gdzie szpilki włożyć, po prostu nie ma gdzie zaparkować...
15:10 - jesteśmy w domu, jemy jakiś posiłek, gadamy...
15:30 - od tej pory już wiele czynności wykonuję na raty, bo młody mimo, że już jest bardzo samodzielny i potrafi się sobą zająć ma co chwila 100 pytań do, milion pięćset problemów, zagadek etc... non stop jest głodny i spragniony - normalka, jak z dziećmi...
17:40 - wraca pan domu...
18:00 - jemy obiadokolację...
18:30 - zajęcia we własnym zakresie - co drugi dzień robię maseczki (przynajmniej się staram) - więc dziś się zamaskowałam...
20:00 - zaganianie dziecka do mycia i łóżka... czas nieokreślony - nie raz zabawa trwa do godziny...
20:30 - co drugi dzień jedno z nas idzie poleżeć z młodym, poczytać, potulkać - dziś wypada na małża... więc ja mam swoje zajęcia;)
21:00 - strefa ciszy: własne lub wspólne spędzanie czasu, dziś serial...
12:00 - 1:00 - dobranoc - w weekendy bywa, że później...


Oczywista niektóre godziny, to tylko przybliżony czas, by pokazać to jakoś we względnym porządku.






Dziękuję serdecznie Uli, za możliwość udziału w Wyzwaniu:).
Ciekawe doświadczenie, które niespodziewanie
przyniosło wiele emocji i pomysłów...
A Wam za chęć czytania i komentowania:).

pozdrawiam

17 lipca 2014

Wyzwanie blogowe - 5 dni do lepszego bloga │Dzień 4

Witajcie,

Wiedziałam, że szybko zleci... Tak już mi się poknociły dni, że jak syn mnie wczoraj zapytał, "Co będzie  jutro? odpowiedziałam, że środa:-P. Ale środa za nic nie chce dziś być;). Tkwimy we czwartku i jednocześnie to Dzień 4 naszego wyzwania z bloga Uli - klik, w temacie: Ulubiona książka/album muzyczny/film, do którego lubię powracać - Ula pyta: "Czy macie w waszym życiu, książki, muzykę, czy filmy, które pozostawiły jakiś mocny ślad w waszej pamięci? Może nawet otworzyły wam na coś oczy, czy ukształtowały sposób myślenia?"


"Jadą czterej jeźdźcy, jadą
[...]
Pierwszy niesie ci głód
Tak, pierwszy niesie ci głód 
[...]
Nie będziesz już nigdy syty
Nigdy nie będziesz już
Pierwszy niesie ci głód
Głód w każdym miejscu twego ciała
Niesie ci głód, którego nie chcesz, a który dostaniesz i tak

Jadą czterej jeźdźcy, jadą
[...]
Drugi niesie ci wojnę
Tak, drugi niesie ci wojnę 
[..]
Niesie ci wojnę na wschodzie
Na zachodzie niesie ci 
[...]
Drugi niesie ci wojnę
Wojnę wokół całego ciebie
Niesie ci wojnę, której nie chcesz, a którą dostaniesz i tak

Jadą czterej jeźdźcy, jadą 
[...]
Trzeci niesie ci śmierć
Tak, trzeci niesie ci śmierć
Niesie śmierć twoim bliskim
Nieznajomym twym niesie ją
Trzeci niesie ci śmierć
Śmierć duszy twej i twego ciała
Niesie ci śmierć której nie chcesz, a którą dostaniesz i tak 

Lecz nie trać nadziei, nadziei nie trać
Nadziei nie trać
Tracić nie wolno
Czwarty jedzie z nimi
On potężniejszy jest od tamtych trzech
On niesie ci miłość i wiarę
I miłość i wiarę, nadzieję dla ciebie ma
Niesie ci słońce i gwiazdy
On potężniejszy jest od tamtych trzech..."


Pewnie się już domyślacie...
Słabo ogarniam, ale musiałam się cofnąć o 24 lata! Uwierzycie? To prawie ćwierćwiecze lol. Powyżej, kluczowe fragmenty tekstu z albumu "Spokojnie" - Kultu. Robię przerwy w pisaniu, bo aż mnie zatyka momentami przez wracające wspomnienia. Postaram się streścić...

Wychowawczyni wysłała mnie do koleżanki z klasy (pierwsza klasa LO), bym ją podszkoliła w matematyce - tak miałam zadatki na kujona lol. Owszem, usiadłyśmy do matmy, ale Karolina świetnie poruszała się pośród równań i nierówności. Moja pomoc okazała się zupełnie zbędna. Zaczęłyśmy rozmawiać, tralala, popłynęła muzyka... i przepadłam. Serce pełne ideałów spijało łapczywie słowa Kazika. Uwierzyłam i do dziś wierzę, bo niosą ze sobą prawdę, są dla mnie aktualne. W tym czasie zrodziła się też przyjaźń, w tym czasie najgłupsze pomysły wpadające nam do głowy, wprowadzałyśmy w życie. To ja się wiele nauczyłam, o ludziach, o świecie, nabroiłam ile wlezie.
Wiecznie słuchałam Kultu, oczywiście na kasetach hah. Kult był naszą biblią, a Kazik - Bogiem. Wyobrażałyśmy sobie, że mieszkamy z członkami zespołu... jakie niestworzone opowieści snułyśmy - gdyby, to ktoś słyszał, to jestem przekonana, że na wiele lat, zostałybyśmy odizolowane od społeczeństwa;). Biegałyśmy na koncerty, nawet raz rozmawiałyśmy z Kazikiem, drugi raz pamiętam, że Grudziński powiedział do nas - "Dziewczyny, trochę dystansu". Po nocach pierdyliard razy słuchałam piosenek, teksty ryłam na pamięć [na biologię, już nie staczało czasu;)], ubierałam się w taty swetry (cudownie wyciągnięte na mnie były), trapery... Kiedy byłam wściekła na rodziców, w tym szalonym okresie buntu, na całą petardę (możliwą na sprzęt, jaki miałam), puszczałam "Hej, czy nie wiecie, nie macie władzy na świecie..." (z "Posłuchaj, to do Ciebie"), i było mi lżej, łatwiej, tak byłam okropna, normalnie świr:-P.
To były cudowne czasy, trzymałyśmy się w sumie w piątkę - nie dalej, jak w kwietniu miałyśmy w tym skromnym (tylko liczbowo) gronie spotkanie, wraz z naszą wychowawczynią, która miała z nami, przez bite cztery lata utrapienie, a my z Nią;). Dawała nam w kość, nie odpuszczała, zamęczała, kazała się uczyć (ciekawe)  - teraz wiem, że dobrze. Wspomnieniom towarzyszyły salwy śmiechu... Już nie pamiętam, która była taka mądra i wymyśliła, że ta, która ostatnia skończy palić, musi spóźnić się na lekcję i przewróć przed nauczycielką (pamiętam na kogo trafiło, nie powiem:-P)- głupizna galopująca, no ale my się cieszyłyśmy - młodość rządzi się swoimi prawami.
Mimo wszystko wyrosłyśmy na jakieś względnie sensowne persony, każda sobie w życiu radzi, każda dzieciata - teraz się modlimy, by nasze dzieci takie nie były:P. Cieszę się już na spotkanie z Karoliną w sierpniu:D... i Agniechą:D... a może znowu się uda w całym gronie...


Mogłabym tak opowiadać przez tydzień...;) A tymczasem, zostawiam Was
sam na sam z Kazikiem...




pozdrawiam

16 lipca 2014

Wyzwanie blogowe - 5 dni do lepszego bloga │Dzień 3

Witam,

Jesteśmy w 3 dniu naszego wyzwania z bloga Uli...


http://urszula-phelep.com/2014/07/wyzwanie-blogowe-lipiec-5-dni-do-lepszego-bloga/


Dzisiejsze zadanie to: Przedstawić 10 rzeczy, które lubię i 10 rzeczy, których nie lubię. Podjarana wyzwaniem hah, już wczoraj je sobie wypisałam i powiem Wam, że miałam kłopot z tymi, których nie lubię, ale koniec końców znalazłam, ba, tak się rozkręciłam, że okazała się ich nie zła gromadka;) Oczywista lubię i nie lubię więcej, ale zamknąć się trzeba w 10. No to zaczynamy...


10 rzeczy, które lubię:

  • kawę o poranku, właściwie w ogóle kawę:),
  • uśmiech/śmiech mojego dziecka,
  • kwiaty w moim otoczeniu,
  • styl light shabby,
  • gdy ktoś uśmiecha się na dźwięk moich słów - nie ironicznie;),
  • kiedy do mnie zaglądacie, tak jak odwiedziny w realu,
  • pełne konto, by móc je radośnie ogołocić,
  • porządek wokół siebie,
  • podróże małe i duże,
  • kiedy ktoś w rozmowie ze mną stawia sensowne argumenty.


10 rzeczy, których nie lubię:

  • najbardziej ze wszystkiego poczucia bezradności,
  • kiedy choruje mój syn, w ogóle jak dzieciaki chorują,
  • kminku w ziarenkach,
  • ludzi wiecznie niezadowolonych, mających do wszystkiego jakieś ale, nawet w szczerych komplementach węszących podstęp,
  • sprzątać,
  • latać samolotem,
  • kończyć dobrą książkę lub serial/film,
  • tandety,
  • braku przestrzeni - na różnych płaszczyznach życia,
  • zawalać, nawalać, nie dotrzymywać słowa - choć niestety mi się zdarza.


Ciekawa jestem, czy coś się pokrywa z Waszymi preferencjami?


pozdrawiam 

15 lipca 2014

Wyzwanie blogowe - 5 dni do lepszego bloga │Dzień 2

Witajcie,

Mamy drugi dzień wyzwania:)... Zleci nim się obejrzymy... Temat na dziś: Dlaczego bloguję...


http://urszula-phelep.com/2014/07/wyzwanie-blogowe-lipiec-5-dni-do-lepszego-bloga/

Aby udzielić uczciwej odpowiedzi Wam i sobie, koniecznym jest cofnięcie się do początków, 6-letnich już korzeni Zakątka Pieguski.
Zatem, wtedy założyłam bloga, by promować zestawy projektantek, z których tworzyłam prace (znajdziecie je w zakładce Digital Scrapbooking), także pokazywać swoje scrapy, pisać o wyzwaniach. Jednak, nie mam pewności, czy robiłam to tak całkiem świadomie... Czy wiedziałam do kogo się zwracam? Raczej tak, ale było to malutkie grono odbiorców, które poznałam na forum scrapowym.
Z czasem liznęłam scrapbookingu realnego, zaczęłam odkrywać nowe blogi, a Zakątek przechodził metamorfozę. Poznałam przyjemność robienia własnej biżuterii, decoupage etc. I wyczystko po trochu pojawiało się w Zakątku, jednak z perspektywy czasu, nadal śmiem twierdzić, że to było działanie po omacku... Rzadko, udawało mi się stworzyć interakcje na blogu. Zaczęłam wrzucać przepisy, z których do dziś często sama korzystam hah.
Wreszcie pewnego dnia, pojawił się nowy pomysł. Nabrałam ochoty na pisanie o kosmetykach - co pierwotnie w ogóle wydawało mi się jakieś powierzchowne. Jakże byłam zdziwiona, kiedy pierwszy raz trafiłam na bloga, z notką o lakierze, a tam ponad 70 komentarzy... Byłam zszokowana entymi słowami jaki cudny kolor haha. Do dziś nie jaram się lakierami hah, ale faktycznie jestem niezwykle mało lakierowa;) Wracając do tematu, to właśnie na Kosmetycznej Wyspie nabrałam świadomości pisania, pewnej swojej wirtualnej wartości, nauczyłam się nawiązywać wirtualne interakcje - z czego mam już wiele cudownych znajomości - w realu i kolejne się szykują:). Nie znaczy to, że z dawnych czasów Zakątka nie mam - też, ale znacznie mniej, chyba aż jedną;).
Wiem, ciągle nawiązuję do Wyspy, jednak jest moim kluczem do odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Bo tam wiele pojęłam i się nauczyłam. I od pewnego czasu, staram się ów sens, relacje przenieść do Zakątka.
Dziś bloguję na Zakątku Pieguski, ponieważ:

  • jest moim publicznym notesem, pamiątką,
  • która może również komuś posłużyć, bo np. zechce zjeść smaczną sałatkę, o tę na przykład...

http://pieguska.blogspot.co.uk/2013/12/saatka-z-ososiem.html



  • być może spotkam kogoś, kogo nigdy bym inaczej nie spotkała,
  • zaprowadzicie mnie do Waszych światów i pokażecie, jak Wy to robicie, np. kartki urodzinowe, knedle, serwetki na szydełku, czy kremy;),
  • może mnie zainspirujecie, tak, jak ja próbuję Was,
  • fajnie mieś swój zakątek w sieci, która stała się wszechobecna, niczym drugi wymiar naszego życia;),
  • mogę poskarżyć się na męską opieszałość, przy okazji pokazując Wam, jak odświeżyć grata, na którego już nie możecie patrzeć, tak ja na ten stolik...


http://pieguska.blogspot.co.uk/search/label/zr%C3%B3b%20to%20sam



Więcej powodów na tę chwilę nie kojarzę, niemniej są one dla mnie wystarczające, by nie zaniedbywać Zakątka.
Zdaję sobie sprawę, że to taki misz - masz, że trochę tego, trochę tego, ale czy zawsze musi być tematycznie?


Jestem niezmiernie ciekawa, co Wami kieruje w pisaniu blogów?
Chętnie poczytam:D

pozdrawiam


14 lipca 2014

Wyzwanie blogowe - 5 dni do lepszego bloga │Dzień 1

Witajcie,

Biorę udział w Wyzwaniu blogowym u Uli Phelep. Zakątek Pieguski, mimo, iż był pierwszy, zszedł zdecydowanie na drugi plan. Pozostaje w cieniu Kosmetycznej Wyspy. A szkoda mi go całkiem zaniedbać, bo mam tu i przepisy, i moje prace, zarówno digi, jak i hand made. Nie da rady wszystkiego zabrać na Wyspę;). Wreszcie, mam nadzieję, że i Wy trochę polubiliście Zakątek, choć mało co ostatnio się na nim pojawia. Niemniej, czas na małą rekonwalescencję, stąd udział w wyzwaniu Uli...


http://urszula-phelep.com/2014/07/wyzwanie-blogowe-lipiec-5-dni-do-lepszego-bloga/


Zatem startujemy... Temat na dziś: Historia nazwy mojego bloga...

Hah, bez wielkich wzlotów... Zakątek Pieguski - nazwa miała na celu określać miejsce, w którym będzie przytulnie, swojsko... taki mały kącik, właśnie Zakątek... a Pieguski - bo Pieguska - to ja;)... Także bez większych filozofii... Chociaż, był krótki moment w historii, kiedy chciałam zmienić nazwę, ze względu na polskie znaki w słowie "zakątek" - kiedy tworzyłam banery, często miewałam kłopoty z doborem czcionek. W związku z tym, nawet skasowałam tego bloga i założyłam nowy, pod nazwą Pieguski Pieguski, przy czym te pierwsze Pieguski, to miały być jakieś moje "rarytasy", scrapy, bransoletki, przepisy etc... Jednak po niedługim czasie zrobiło mi się żal Zakątka, bo jakby nie patrzeć, istnieje od końca 2008 roku, lol - to już prawie 6 lat... Panicznie myślałam, jak odzyskać swój Zakątek... Z pomocą przyszła blogowo-scrapowa (teraz już nie tylko) koleżanka i podpowiedziała co i jak, dzięki temu Zakątek Pieguski nadal istnieje. I chciałabym, by odżył, by Was inspirował, by było Wam tu faktycznie miło i przyjemnie - chcecie?





A może przydałaby się jakaś zmiana banera?
Co o tym myślicie?

pozdrawiam

01 lipca 2014

Koszyk piknikowy - nie tylko na wakacje

Witam,

U nas jeszcze wakacji nie ma. Dzieci będą miały labę dopiero od 24 lipca, ale to mi nie przeszkadzało w nabyciu pięknego kosza wiklinowego - z wyposażeniem - na piknik.
W UK pogoda zanadto nas nie rozpieszcza, jednak jeśli tylko w weekend nie będzie padać i poczuję względne ciepło, pakuję jadło i jedziemy przetestować nasz kosz - przynajmniej wypada:).
Ten konkretny zakupiłam w BHS, w nie lada ofercie rabatowej - przecena z £90 na £36 - naprawdę było warto! Przeglądnęłam ofertę koszy w Pl, jednak takiego nie znalazłam. Podobnie tutaj, w innych sklepach najczęściej spotykałam walizkowe kosze piknikowe. Dla mnie zdają się być nieco ryzykowne, bo po ułożeniu jedzenia, chwytamy walizkę z przodu (tak, jak zwykły bagaż), zatem podczas transportu wypełnione miski i miseczki, zamiast stać, leżą. Taka forma zupełnie mnie nie przekonuje, choć w nich zdawało mi się więcej miejsca na konkrety i przekąski.
Nasz kosz, mimo, że ogromną pojemnością nie grzeszy, jest skonstruowany tak, by jedzenie transportować w pozycji stojącej - do dołu dnem, czyli najbezpieczniejszej. Dodatkowo ma przecudowne białe grochy, czy polka dot - jak zwał, tak zwał, ale wielbię:D.

Wykonanie może nie powala mnie na kolana, ale całość prezentuje się uroczo i zdecydowanie cieszę się, że ów nabyłam. A teraz zobaczcie sami...


klikając na zdjęcia środkowym przyciskiem myszki, każde otworzy się w nowym oknie, większe - w 100%





Komplet zawiera akcesoria dla czterech person - jakby co, jednej nam jeszcze brakuje;). Każdemu przysługuje talerzyk, nóż i widelec, łyżeczka, kieliszek (plastikowy) i urocza serwetka w grochy... Do zestawu dołączone są też: solniczka, pojemnik na pieprz i korkociąg:D.






W sklepie są (były) jeszcze takie wzory, w tym fasonie:
http://www.bhs.co.uk/webapp/wcs/stores/servlet/ProductDisplay?searchTerm=picnic+basket&storeId=13077&productId=11899297&urlRequestType=Base&categoryId=&langId=-1&productIdentifier=product&catalogId=34096

Jak mi się znudzi, to pomaluję koszyk na biało:D. Właściwie od razu to chciałam uczynić, ale małż stwierdził, że na razie jest ok i mam poczekać aż mi się opatrzy - no to czekam:P.


Podoba się Wam?
To kto jedzie z nami na ten piknik?
Wpisowe to jedna, smakowita potrawa;).


pozdrawiam

18 czerwca 2014

Oglądane, obejrzane - ulubione seriale

Witajcie,

Tak mnie coś naszło, by pokazać Wam moje ulubione seriale. Te obejrzane, do których za jakiś czas chętnie wrócę i aktualne. Zazwyczaj oglądam z małżem, choć pamiętam, że House jemu średnio podszedł. Lubię seriale, bo pozwalają na krótko oddalić się od codzienności - tylko jakoś nie lubię na nie czekać - też tak macie? Filmy  też bardzo lubię, ale tu już trzeba wygospodarować więcej czasu... choć czy to do końca tak jest? Jak się wkręcę w jakiś serial to po 5 odcinków potrafiłam obejrzeć:P



Aktualnie mamy 3 seriale. Co  prawda dłuuuugo na niektóre będę musiała czekać... ale wiem, że warto...




Fantastyczna obsada, oglądam z przyjemnością. Sama nie wiem, który z aktorów jest lepszy czy Watson grający Bilbo we Władcy czy Sherlock - wielbię obu. Dlaczego tak długo muszę czekać na kolejny sezon? Małż wyczytał, że mają tyle pracy, tyle ról po debiucie Sherlocka, że nie mają kiedy nagrywać - nie dobrze... Chłopaki wracajcie!




Kolejny  -  Gra o tron... Obejrzałam ostatni odcinek 4 sezonu i znów muszę czekać...





Przyznam, że serial dla mnie kontrowersyjny. Na początku się wściekałam, bo co polubiłam, jakiegoś bohatera, to ginął, tak też było ze Eddardem Starkiem - namiestnikiem króla. Niezwykle brutalny, jak dla mnie film, ale przyciąga, jak magnes. Postać Tyriona mnie intryguje, choć dziś z letka zaskoczył... Ciekawią mnie losy bohaterów, tylko żałuję, że tak szybko giną. Cóż pozostaje mi czekać...


Zakończyliśmy też drugi sezon... Hannibala...




I to chyba najsłabsza pozycja z wymienionych tytułów. Jestem przekonana, że nie wrócę. Choć fantastyczna gra Madsa Mikkelsena intryguje, jako Hannibala oczywiście go nie cierpię;) Film brutalny, wiele niepotrzebnych dłużyzn. Ale tak czy siak coś w sobie ma...



Już nie pamiętam, co było najpierw (często też oglądałam równolegle), ale powiedzmy sobie Fringe Na granicy Światów... Serial, który wzbudzał we mnie nie tylko ciekawość, ale często trzymał w napięciu, a w ostatnim sezonie doprowadził do wylewu łez;)...




Interesująca wizja alternatywnych światów - swoją drogą - zastanawiałam się, jaka byłabym w tym drugim świecie, czy równie bystra i piękna hehe - taki żarcik nocny:P.
I oczywiście wątek miłosny - jakoś takowe bardzo lubię - momentami niezwykle dramatyczny. Wiecznie zakręcony, ale posiadający ogromną wiedzę dr. Bishop, jak dziecko kochający słodycze, zwłaszcza lukrecje i jego genialny syn Peter współpracują z FBI, przy dziwnych, nietypowych zdarzeniach... nigdy się na nim nie nudziłam, a nie raz setnie ubawiłam... Do Fringe z przyjemnością kiedyś wrócę...



 dr House...




Niezwykle inteligentny, ale złośliwy dziad [heh te dwie cechy często idą w parze;)] do tego przystojny, szef grupy studentów na oddziale diagnostycznym. To tutaj trafiają pacjenci z nierozpoznanymi, przez największe mózgi medyczne, chorobami. Dr. House, często niezwykłymi, niedopuszczalnymi i podstępnymi metodami rozpoznaje przyczyny, dziwacznych objawów. Mistrz riposty i okropnie złośliwy, uparty typ. Chyba bym z nim 5 minut nie wytrzymała, ale rozbawiał mnie czasem do łez.  Hugh Laurie, bardzo dobrze sprawdził się w swej roli, (te jego miny), żal mi tylko, że w serialu zaprzepaścił miłość z szefową szpitala dr. Cuddy. Byłam na niego wściekła, kiedy wjechał jej autem do domu - przez okno... Czasem mnie irytował, jednak dobrze się bawiłam przez wszystkie sezony. Za spory czas także chętnie wrócę, ale tylko do pierwszych sezonów:).


A na koniec polubiona piosenka w wykonaniu Hugh Laurie'go...




 A jakie są Wasze ulubione seriale?
Podpowiedzcie mi, proszę, co warto obejrzeć?

pozdrawiam

08 czerwca 2014

Zielony koktajl

Witajcie,

Pokażę Wam arcy prosty w wykonaniu zielony napój, którym faszeruję siebie i rodzinkę, od dobrych kilku tygodni. Jest niezwykle smaczny i zdrowy. Jeśli nie lubicie szpinaku, nie ma się co martwić, ten specyficzny jego smak, kompletnie nie jest w koktajlu wyczuwalny i mnie to bardzo cieszy:D...



Do jego wykonania, potrzebujemy zaledwie 2 składniki:

  • szpinak - 200-250 g,
  • świeży ananas.

Liście płuczemy, a ananasa obieramy i kroimy w większą kostkę. Razem umieszczamy w blenderze i miksujemy do uzyskania jednolitej, zielonej mikstury. Ot, cała filozofia;)...


 Smacznego!
 

17 maja 2014

Wegańskie praliny

Witajcie,

Znów po niewczasie pojawiam się na chwilkę z czymś smacznym. Choć akuratnie w piekarniku mam ciastka na maślance, o te tutaj, to dziś świetny i prosty przepis na zdrowe praliny, które możemy przygotować z naszymi pociechami. Te właśnie kulałam z synem...




  • 1 szklanka daktyli,
  • 1 szklanka orzechów nerkowca, 
  • kakao.

Daktyle i orzechy, moczymy na noc. Następnego dnia miksujemy je pozostawiając nieco wody, w której się moczyły. Lepimy kulki - dzieciaki to po prostu kochają - i obtaczamy w kakao. Jeśli ktoś woli może obtoczyć we wiórkach kokosowych:) Voila!




Udanej zabawy i smacznego!

pozdrawiam

20 stycznia 2014

Sałatka Cobba

Witajcie w Nowym Roku,

Wychodzą Wam postanowienia noworoczne? Jeśli o mnie chodzi, jeszcze połowicznie, ale nie ustępuję;)
Na dobry początek, przychodzę do Was z sałatką, którą nagminnie faszerują się gwiazdy i celebryci, szczególnie w Ameryce. Sałatka, ma ciekawą genezę... Ponoć prekursorem jest Robert Cobb - właściciel restauracji The Brown Derby, a rzeczona pochodzi z 1930 roku. Owego czasu, Bob zaskoczony wizytą przyjaciela, po zamknięciu lokalu, z resztek, pozostałych w lodówce przygotował ten oto specjał, który stał się kultową potrawą zza oceanu:) A teraz i ja się rozkoszuję, niczym gwiazda/celebrytka - na diecie :D.

Oto co nam potrzeba:
  • sałata,
  • 2 jajka,
  • pokrojone i usmażone 4 plastry boczku,
  • pokrojone i usmażone 2 piersi z kurczaka,
  • 3 pomidory,
  • awokado,
  • szczypiorek,
  • ser typu blue ok.  60 g;

sos:
  • wyciśnięte 2 ząbki czosnku,
  • 2 łyżki oliwy z oliwek,
  • kilka kropel sosu Worchestershire,
  • łyżka octu balsamicznego,
  • łyżeczka musztardy Djon,
  • sól i pieprz do smaku

Sałatę rwiemy; jajka, awokado, pomidory, ser kroimy w kostkę, dodajemy obsmażonego kurczaka i boczek [smażę je jednocześnie, obok siebie na patelni - tylko na oleju kokosowym;)] oraz poszatkowany szczypiorek. Sos przygotowuję w osobnej miseczce, po dodaniu delikatnie przemieszam sałatkę i gotowe. Uwierzcie mi, jest pyszna! Zresztą, nie wierzcie - sprawdźcie sami:)




Ktoś z Was, miał okazję delektować się już sałatką Cobba?
Dajcie proszę znać:)

pozdrawiam


dostępne także na: Przepis na Kobietę