18 lipca 2014

Wyzwanie blogowe - 5 dni do lepszego bloga │Dzień 5

Witajcie,

Ostatni dzień blogowego wyzwania Uli w temacie Mój typowy dzień. Myślałam, myślałam i nic nie wymyśliłam hah. Zatem bez zbędnego cudowania, opiszę Wam dzisiejszy dzień, po prostu - o ile prędzej się nie rozpuszczę z ukropu;). Zanim jednak do tego przejdę, podam Wam kilka kluczowych informacji - może przy okazji, ktoś skorzysta.

Nie gotuję codziennie, ale szykuję sałatki, koktajle, soki, przekąski... Natomiast jakiegoś dnia, dobieram się do garów i szykuję większe ilości potraw, po czym mrożę lub wkładam w słoiki. W tygodniu wyciągam, co nam odpowiada. Jednak latem, obiady często zastępują nam różnego rodzaju sałatki, przekąski coś lekkiego... Raz w tygodniu zamawiamy jakiś obiad, najczęściej pizzę...
W piątki robię zakupy na cały tydzień, a rozpakowując, porządkuję lodówkę i przetwarzam, to co ewentualnie chciałoby się już zepsuć, np. pieczarki - i znów mrożę - wyjmę, kiedy będę potrzebować. Praktycznie codziennie piorę. Piątek, to jest również dzień większych porządków - w sobotę tylko małż odkurza.
W UK dzieci siedzą w szkole od 9:00 - 15:00 - zatem czas pomiędzy, jest czasem, w którym załatwiam i ogarniam najwięcej. Bywa, że po szkole jedziemy razem coś zjeść w terenie...
Pracuję w domu, co ma oczywiście swoje plusy i minusy. Ostatnio za wiele nie pracuję - się przebranżowujemy... i za moment dzieciaki będą miały wakacje...
Jest kilka czynności, które wykonuję, dokładnie o tych samych godzinach, reszty nie trzymam się sztywno, dopasowuję do sytuacji i chęci... Podane godziny niektórych czynności są po prostu zmienne, ale tak jak opiszę poniżej było dziś...





 7:30 - dzwoni cholerny budzik, ale od niedawna jestem szczęsliwcem, który go olewa, często nawet nie słyszy...
 7:40 - budzi mnie mąż, chłopaki już ogarnięte, więc mam swobodny czas i miejsce na toaletę...
 8:10 - z kubkiem kawy, robię rekonesans poczty, bloga, fejsa, konta dojrzewając...
 8:40 - zawożę syna do szkoły...
 8:55 - zakupy...
10:00 - rozpakowanie, porządki w lodówce...
10:00 - 10:50 - krzątanina, wstawienie prania, telefony...
11:00 - wizyta u lekarza i w aptece - nieco się przedłużyła, więc ze wszystkim miałam poślizg...
12:10 - ćwiczenie na steperze...
12:20 - prysznic - dziś lało się ze mnie strugami...
12:40 - krzątanina w kuchni... sprzątanie...
13:00 - czas na drugą kawę (dziś wyjątkowo późno) - najczęściej waniliową i przegląd blogów... fejsa mam cały dzień odpalonego, zerkam sporadycznie...
14:30 - jadę po syna do szkoły, tam odczekuję 30 minut grając w Ice Age Village i przeglądając Fb... jeżdżę z wyprzedzeniem, bo potem jest zatrzęsienie samochodów i nie ma gdzie szpilki włożyć, po prostu nie ma gdzie zaparkować...
15:10 - jesteśmy w domu, jemy jakiś posiłek, gadamy...
15:30 - od tej pory już wiele czynności wykonuję na raty, bo młody mimo, że już jest bardzo samodzielny i potrafi się sobą zająć ma co chwila 100 pytań do, milion pięćset problemów, zagadek etc... non stop jest głodny i spragniony - normalka, jak z dziećmi...
17:40 - wraca pan domu...
18:00 - jemy obiadokolację...
18:30 - zajęcia we własnym zakresie - co drugi dzień robię maseczki (przynajmniej się staram) - więc dziś się zamaskowałam...
20:00 - zaganianie dziecka do mycia i łóżka... czas nieokreślony - nie raz zabawa trwa do godziny...
20:30 - co drugi dzień jedno z nas idzie poleżeć z młodym, poczytać, potulkać - dziś wypada na małża... więc ja mam swoje zajęcia;)
21:00 - strefa ciszy: własne lub wspólne spędzanie czasu, dziś serial...
12:00 - 1:00 - dobranoc - w weekendy bywa, że później...


Oczywista niektóre godziny, to tylko przybliżony czas, by pokazać to jakoś we względnym porządku.






Dziękuję serdecznie Uli, za możliwość udziału w Wyzwaniu:).
Ciekawe doświadczenie, które niespodziewanie
przyniosło wiele emocji i pomysłów...
A Wam za chęć czytania i komentowania:).

pozdrawiam

27 komentarzy:

  1. Ciekawe wyzwanie Ula wymyśliła i czytam większość wpisów, choć rzadko komentuję. Twój dzień jest strasznie zapracowany, wręcz co do minuty masz wszystko zaplanowane. Jestem pod wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem co się dzieje z tymi komentarzami , albo podwójnie się dodają albo znikają:( sorki...
      Izis, no co Ty, ja to tak w przybliżeniu napisałam, no poza niektórymi stałymi elementami... u mnie całość jest względnie ruchoma...
      i nie każdy dzień jest taki... czasem jest luźniej, a czasem nie odpalę nawet dobrze kompa;)

      Usuń
  2. Chciałabym prowadzić takie rodzinne życie :) Praca i studia to na prawdę wiele stresu, marzy mi się taka stabilizacja, mąż, dzieci i wszystko się kręci wokół tego, oczywiście są problemy, jak zawsze, ale jakoś tak rodzinniej, łatwiej je rozwiązywać niż tak samemu się ze wszystkim rozprawiać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie praca i studia nie były żadnym stresem. Odpowiedzialność za czyjeś życie, za czyjąś drogę - w tym wypadku - dzieci. To jest dopiero wyzwanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj nie bądź taka, wtedy pewnie i były, z perspektywy czasu potwory wyglądają inaczej;)

      Usuń
    2. Dla mnie połączenie pracy ze studiami psychologii po angielsku jest bardzo stresujące. Do tego dochodzą co dzienne obowiązki, sprzątanie, gotowanie, pranie ;) Pracę także mam dość odpowiedzialną - 5 dni w tygodniu. Studenckie życie wcale nie jest sielanką ;)

      Usuń
    3. haha Monnie jest:)
      ale to prawda, że jeszcze trudniej się studiuje w obcym języku.. mi się marzy tu szkoła, no ale właśnie ciągle tchórzę bo język...
      praca i szkoła to jest duży obowiązek, studiowałam zaocznie to pamiętam, że czasem wracałam z roboty, zanim się ogarnęłam, brałam do ręki książkę i zasypiałam;)

      Usuń
    4. Nie ma się czego bać, zawsze możesz zrezygnować :) A może akurat się uda i będziesz zadowolona? :)

      Usuń
    5. chcę choć w miarę pewnie językowo się czuć, a nie liczyć na fuksa... jeszcze trochę, zobaczymy, co z tego wyniknie:)

      Usuń
  4. Pati nie wstawił mi się pierwszy koment :( A taki fajony był i długiii... ehhhh..... Więc.. piękny jest Twój plan! Podoba mi się na Maksa. Z gotowaniem robię identycznie! Dniem świętym jest piętek - nawet moja mama wie, że w piętki wieczorem się NIE DZWONI !!! :D Piękny post!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję:)
      musiałam opracować, jakiś system, z dwoma chłopa - jamochłonami, to musiałabym wiecznie stać przy garach... kurde nie chce mi się;)

      Usuń
  5. Ja też chodzę tak późno spać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No super dzień cały zaplanowany i tak jest najlepiej :) masz synka przystojniaka , a jak by mój zobaczył jego pościel to by zwariował ;) zagorzali fani spider mana :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaśka nie zawsze tak jest;) każdy ciut inaczej poza stałymi elementami...
      dziękuję...
      a wiesz mi się wydaje, że On woli carsów - a może to ja wolę haha

      Usuń
  7. ten Twój plan dnia sprawił że uśmiechnęłam się :) do Ciebie :)
    jesteś taka normalna i zwyczajna,a to u ludzi bardzo mi się podoba :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha dobrze, że to tak normalnie wygląda;)
      cieszę się bardzo!

      Usuń
  8. To chyba najciekawsze wyzwanie z dotychczasowych. Lubię czytać takie zwyczajności. Fajną masz rodzinkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wyzwanie faktycznie - bardzo atrakcyjne...
      dziękuję:)

      Usuń
  9. Przyjemna rodzinna rutyna:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Proza życia, jednakże miła i poukładana :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja się bardzo, ogromnie chciałam skupić! Naprawdę! Z ręką na sercu moim mysim przysięgam! Ale się zagapiłam... na pizzę...

    OdpowiedzUsuń
  12. Podoba mi się podział obowiązku przy czytaniu dziecka. Ja zapraszam do udziału w innej zabawie. Na moim blogu znajdziesz nominację do Liebster Blog Award.

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetne zdjęcia, czekam na więcej. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mój budzik dzwoni o 6 rano :-/ Nie wiem czy kiedykolwiek się do tej pory przyzwyczaję, a dzwoni tak od 1998 r. Nie jestem śpiochem, ale taki optymalny dla mnie czas pobudki to okolica 7 rano. Tak niewiele brakuje mi do szczęścia ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za miłe słowo:)